Schuchardt o roli w "Breslau". "Takiego detektywa jeszcze nie było"
Jednym z najgłośniejszych polskich seriali 2025 r. był kryminał "Breslau" platformy Disney+. W główną rolę wcielił się Tomasz Schuchardt, który w rozmowie z nami opowiedział o kulisach powstawania serialu, swoim bohaterze oraz niezwykłej scenografii, jaką zbudowano na potrzeby produkcji.
W "Breslau" Tomasz Schuchardt gra główną rolę komisarza Franza Podolsky’ego, polskiego pochodzenia policjanta pracującego w przedwojennym Breslau (dzisiejszym Wrocławiu). To postać skomplikowana, pełna sprzeczności i wewnętrznych demonów, a jednocześnie obdarzona silnym poczuciem sprawiedliwości. Podolsky jest znany z kontrowersyjnych, lecz skutecznych metod działania, a jego zawodowe decyzje nierzadko wynikają z głęboko zakorzenionej potrzeby "robienia tego, co słuszne". W domu mierzy się z trudnościami i nałogami, jednak praca daje mu szansę na odkupienie. Tym bardziej że pojawiająca się nowa sprawa może pozwolić mu wrócić do służby i odzyskać utraconą pozycję.
W rozmowie z Wirtualną Polską aktor zdradził, że jego bohater był efektem wspólnej pracy jego i reżysera oraz świadomej decyzji o stworzeniu postaci, która wybije się na tle dotychczasowych ekranowych detektywów.
- Ustaliliśmy, że zrobimy detektywa, którego nie było u nas jeszcze. Niech ma pozytywne cechy, bo jako główny bohater powinien mieć coś, za czym widz pójdzie. Daliśmy mu dwie rzeczy: sprawiedliwość i prawdziwą miłość. A potem go połamiemy przeszkodami. Jego nałóg, jego naiwność, wiara, że system nie ma znaczenia, bo liczy się sprawiedliwość. Myślę, że powstał ciekawy bohater - mówi Schuchardt.
Centralnym punktem fabuły jest również burzliwy związek bohatera z jego żoną Leną, graną przez Sandrę Drzymalską. - Relacja z Leną to naciągnięta guma: emocjonalna sinusoida. Oni są na siebie skazani i przeklęci jednocześnie. Z Sandrą złapaliśmy świetny kontakt i mam wrażenie, że udało nam się oddać to, co założyliśmy. Nałogi, które mają oboje, tworzą bardzo ciekawe zderzenie. Tam musi się wydarzyć ogień. Siekiera wisi w powietrzu - tłumaczy aktor.
Schuchardt odwołał się także do własnych doświadczeń życiowych: - Prywatnie jestem w długoletnim związku i wiem, że takie relacje nigdy nie są proste. Dziś panuje narracja, żeby szybciej odpuszczać. A jeśli się to przepracuje, potem są bardzo zacne profity. W serialu ich historia musiała tak wyglądać.
Aktor nie krył zachwytu nad skalą przedsięwzięcia, zwłaszcza nad scenografią, która pozwalała kręcić ujęcia bez typowych ograniczeń planu filmowego: - Wchodzę na plan, na ogromną ulicę, i nagle okazuje się, że możemy kręcić w 360 stopniach. Wszystko było dopracowane do drugiego piętra. To był rozmach, którego wcześniej nie spotkałem.
Akcja serialu dzieje się tuż przed II wojną światową, a przestrzeń miejska pełna jest symboli nazistowskich. Dla aktora było to doświadczenie mocne, także emocjonalnie. - My jako Polacy mamy to pod skórą. Kiedy odtwarzamy coś historycznego, co wciąż w nas rezonuje przez dziedziczenie traum, to jest wstrząsające, ale jednocześnie majestatyczne. Cieszę się, że te elementy są obecne, ale że są tłem. W centrum są ludzie, kryminał, emocje. A w tle pulsuje rodzący się nazizm - mówi Schuchardt.